niedziela, 4 marca 2012

dramat za dramatem...

nie oglądam telewizji. Wiem, pisałam już o tym. Nie oglądam nie dlatego, że jestem ignorantką, ale dlatego, że nie mam już w ciągu doby ani kawałka wolnego czasu, który mogłabym na to poświęcić. Ostatni raz oglądałam telewizję bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej. Prawie dwa lata temu. Nie jestem jednak zupełnie niedoinformowana. Mąż zdawał mi relacje z arabskiej rewolucji, a teraz relacjonuje przebieg zdarzeń w Syrii. Uwierzcie, bardzo to przeżywam. Czasami jednak myślę, że może lepiej żyć w błogiej nieświadomości? A może nie wolno? Może trzeba wiedzieć i, choć nic nie można zrobić, współodczuwać, łączyć się myślami z ofiarami i ich rodzinami...

Wczoraj w nocy pisałam o zaginionym na Morzu Czerwonym polskim kite-surferze. Nie mogę pisać o każdej tragedii na swoim blogu, bo wtedy zamieniłby się w portal informacyjny, a takich przecież w sieci nie brakuje, ale chodziło o apel z mojej strony, ponieważ istniał cień szansy, że ktoś z wpływami, możliwościami, kontaktami, będący na tym terytorium czyta tego bloga, choć jak sądzę, ludzie, którzy powinni, wiedzieli o zaginięciu pana Jana dużo wcześniej, niż o tym napisałam. Sprawa poruszyła mnie o tyle mocno, że gdzieś tu, nie tak daleko ode mnie, jest Morze Czerwone. 

Zawsze, poza najdotkliwiej odczuwanym dramatem utraty swoich bliskich, dotkliwiej chyba niż dramaty na "drugim końcu świata" odczuwa się tragedie związane z ludźmi, których się zna choćby z mediów, rodaków, mieszkańców krajów, z którymi coś nas łączy, wreszcie z miejsc, w których otoczeniu mieszkamy lub bywaliśmy. Dlatego dzisiaj czuję się naprawdę przygnębiona i smutna, a łzy więzną mi w gardle - gdybym miała mówić, to co piszę, chyba nie dałabym rady; Rano chcąc sprawdzić w internecie czy są jakieś wieści w sprawie zaginionego kite-surfera i nie znalazłszy niestety niczego, co mogło by poprawić mi humor , natknęłam się na dwie kolejne informacje, które mnie poraziły i doprowadziły do łez. 

Wielki dramat na Śląsku. Moje rejony, moje trasy. Zderzenie pociągów, ofiary śmiertelne, wielu rannych walczących o życie, potworny, potworny widok. Jak to możliwe? Jak to możliwe, by pociąg jechał pod prąd? Jestem zdruzgotana. Nie piszę tego, by informować, na pewno wszyscy o tym wiedzą. Chciałam tylko złożyć najszczersze wyrazy współczucia rodzinom poszkodowanych i zmarłych. Mam wielką nadzieję, że nie ucierpiał nikt z Waszych bliskich. 

I - mniej opłakana przeze mnie, ale również ogromnie poruszająca wiadomość o śmierci dwóch dziennikarzy: Francuza i Amerykanki w Homs w Syrii. Do granicy z Syrią mam 30 kilometrów, zwiedziłam prawie całą Syrię, byłam w Homs. Świadomość tamtejszych wydarzeń napawa mnie potwornym smutkiem, lękiem i wstrętem do polityki, jak wszystkie wydarzenia i informacje o przelewanej w regionie krwi, a wszyscy wiedzą, że w regionie ciągle trwają wojny, umierają ludzie. Niestety jest co przeżywać.

Dzisiaj za oknem śnieg i minusowa temperatura, zęby szczękają z zimna i palce zamarzają nad klawiaturą. 4 marca na Bliskim Wschodzie to zwykle już początek pięknej słonecznej wiosny i otwarte szeroko okna, tymczasem w moim domu kolejna fala przeziębień z powodu przemarznięcia, zamarzająca w zbiornikach woda, cieknący dach i na amen zepsuty laptop (używam pożyczonego). Dzisiaj jednak to wszystko wydaje mi się takie mało istotne, aż wstyd, że wczoraj uważałam się za pechowca i użalałam nad swoim losem ...

25 komentarzy:

N. pisze...

Dzień dobry, Mamo Ammara. Jakkolwiek smutno to dziś brzmi...
Trudno komentować posty o takiej treści, jak Twoje 2 ostatnie... Nie wiem, czy dobrze Cię dziś odbieram ani jak moderacja na Twoim blogu ma się do komentarzy z linkami, lecz może chciałabyć przeczytać post z ubiegłej niedzieli na http://desperatehouse-wife.blogspot.com/

Pozdrawiam bezinteresownie i gorąco, na przekór zimnu za oknem i w Twoim domu :*

Anonimowy pisze...

Tej katastrofy nie rozumiem ,nikogo nie oceniam,tylko zastanawiam się /i na pewno wielu moich Rodaków robi to samo/ jak mogło do tego dojść? Całą Twoją Rodzinę pozdrawiam i życzę zdrowia i ciepła .Noneczka

Anonimowy pisze...

Mamo Ammara - pozytywna wiadomość - polski kitesurfer odnaleziony cały i zdrowy http://www.jordaniaokiempolki.blogspot.com/
Pozdrawiam AwinionkaBVB:)

jordańskie marzenie pisze...

Strasznie dołujące są takie informacje :(
Na szczęście dobra jest taka, że kite-surfer znalazł się :)
http://www.tvn24.pl/-1,1737027,0,1,kitesurfer-uratowany-jan-lisewski-odnaleziony-zywy,wiadomosc.html
Pozdrawiam ciepło, w UK dzisiaj też zimno i pada deszcz (czasem ze śniegiem).

oliwka pisze...

Pewnie już wiesz, że Jan Lisewski został odnaleziony, cały i zdrowy, choć przemarznięty i osłabiony. Cuda się czasem zdarzają. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/polski-kitesurfer-odnaleziony-caly-i-zdrowy,1,5046779,wiadomosc.html
Pozdrawiam serdecznie!

mama ammara pisze...

Kochane,
przepraszam, że nie widziałam, nie opublikowałam, nie odpowiedziałam wcześniej - bez własnego stałego dostępu do sieci bieda wielka, a blog to tylko wierzchołek góry tego od czego jestem odcięta.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za przekazanie mi wieści - dopóki mogłam sprawdzałam czy jest coś nowego w sprawie, potem już nie mogłam. Gdy dopadłam internet najpierw sprawdziłam skrzynkę i to od Was dowiedziałam się o odnalezieniu Pana Jana. Ogromnie Wam dziękuję! Bardzo się cieszę! Oliwko, masz rację - cuda się zdarzają (bo to naprawdę cud) i to trzyma mnie przy życiu :).

N. dziękuję Ci za wsparcie duchowe:). Przepraszam, że nie odpowiadam w kolejności, ale chciałam się odnieść do tych radosnych informacji, które mi tu obwieszczono :). Przeczytałam ten artykuł i również za niego dziękuję - jest w tym wiele racji, ja sama, gdy przez jakiś moment nasiąkam dramatami ze świata, przestaję móc normalnie funkcjonować, a moje życie też nie pozbawione jest zmartwień i problemów, większych, niż te, o których wspominam na blogu i pewnie z nimi trzeba się w pierwszej kolejności mierzyć. Nie chcę być obojętna, nigdy nie przechodzę obojętnie obok ludzkiego nieszczęścia, ale z drugiej strony, jeśli mam zajmować się wszystkimi dramatami świata, a i tak nie mogę nic pomóc, to - choć to pewnie egoistyczne - czuję, że powinnam zachować energię, by walczyć przede wszystkim o nas. Pewnie najlepszy jak we wszystkim jest zdrowy środek...

Noneczko - ja też nie rozumiem, kompletnie :(. Bardzo dziękujemy za życzenia - choć nic w tej chwili na to nie wskazuje, w końcu przecież musi się ocieplić, jeszcze pewnie będę narzekać na lejący się z nieba żar ;).

Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i jeszcze raz dziękuję!

Anonimowy pisze...

Mamo Ammara, to ja z dalekich zimnych ladow podbiegunowych sle Ci duzo cieplosci, ze 4 i pol kilo bedzie lekko;) Tak tak, wspolodczuwac i slac chocby telepatycznie milosc do wszystkich cierpiacych na calym swiecie (ourselves included). Dajemy co dobrego mamy na podoredziu jakkolwiek malo mogloby sie to dla nas wydawac..... it makes all the difference!
Maya (the Bee:)

mama ammara pisze...

Mayaaaaa - jejku jej co za cudowna niespodzianka (indeed), no i czego innego niż takiego oświadczenia pełnego miłości do świata, mogłabym się po Tobie spodziewać! :))). No tak jeśli my zamarzamy, to co Wy macie powiedzieć. Maya ciągle o Tobie myślę, wiesz? Gdy pisałam o hipisowaniu w tekście o taksówkach (może czytałaś) myślałam o Tobie wręcz natrętnie :))). Ściskam i obiecuje, że w końcu dotrę z odpowiedzią na @, tylko no sama widzisz - drama(ciki)ty własne, dramaty na świecie - jak znaleźć czas, no jak?
Cudnie było Cię u mnie zobaczyć, jeeej! :) xxxxxxxxxxxxx

Anonimowy pisze...

O mnie myslisz, o starej (dobrej?) Mayi? No to nic dziwnego, ze nie masz czasu, ale serce sie raduje, zem nie odeszla w mroki zapomnienia :)
Haha stary hipis Ci mje przypomnial - no to serce raduje sie jeszcze bardziej :D swoja droga gdzies w archiwach (X)powinno byc to nasze wizytowkowo-hipisowe zdjecie (lennonki, dzwony, gitara, gorski znak 'zapozyczony' z trasy i moja urocza sciana wytapetowana gazeta... (remember?)
Czytam Kochana czytam! Tylko ostatnio okrutny los ( ;) ) sprawil ze jestem 'away from computer' calymi dniami i tygodniami wiec bardziej skradam tu posta, tu paragraf, tu dwa zdania, usmiecham sie, mysle, sle positive vibes, trzymam kciuki a nawet palce wskazujace (jak szalec to szalec), gorzej z komentowaniem, ale jak sama widzisz pierwsze koty za ploty w tej kwestyji poczynione!
Nie spiesz sie z odpowiedzia, wlasciwy czas sie znajdzie a poki co koncentruj energie na wazne sprawy, niech slonce zaswieci u Ciebie soon :*
Maya

Anonimowy pisze...

PS. (Maya:)))

https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/427719_297131303687735_152196238181243_797574_91965375_n.jpg

itooktheroadlesstravelledby pisze...

hm.. chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale jedyne co mi przychodzi do głowy, jest bardzo niezgrabne.. takie pocieszenie z gracją słonia.. że średnio dziennie umiera 156 tysięcy ludzi.

Może czegoś mi brakuje, ale przyznam, że nie bardzo poruszają mnie katastrofy, a przynajmniej nie tych rozmiarów.

Klęski żywiołowe, powodzie, pożary, trzęsienia ziemi, gdzie ofiary liczy się w tysiącach poruszają, zazwyczaj przekazuję jakieś środki, bo zwyczajnie bardzo żal mi ludzi, którzy stracili wszystko i muszą od nowa budować życie.

Ale. 15 osób to mniej niż ginie w wypadkach na drodze w ciągu weekendu. A to, że media skupiają się na tym wypadku, wydaje mi się być trochę niesprawiedliwe w stosunku do innych ludzi, którzy stracili bliskich, np w tych wspomnianych wypadkach. Bo nie rozumiem, czym różni się ból i rozpacz po stracie bliskiej osoby, która umarła na zawał serca, nowotwór, zaatakowana na ulicy, w wypadku samochodowym, a czym od tej, która ginie w wypadku "masowym". Wydaje mi się, że ból jest taki sam. Też politycy będą odwiedzać rodziny tych pierwszych? Bo jeśli nie, to trochę to niesprawiedliwe..

I jak o tym wszystkim pomyślę, to zła się robię na ten świat i nawet żal mi przechodzi..

Może ja po prostu złą osobą jestem?

Franc pisze...

Bardzo ciekawy artykuł, jak i cały blog

Amisha pisze...

Tak, sporo smutku dookoła Mamo Ammara. Na szczęście surfer się odnalazł. Na nieszczęście zaraz te pociągi... A mój M. często podróżował trasą Kraków - Warszawa (kiedy jeszcze pracował w Krakowie), więc jakoś mi się zaraz skojarzyło... Nie ma spokoju na tym świecie. Zawsze coś się złego dzieje - jak nie bliżej, to dalej.

Pozdrawiam Cię i życzę więcej ciepła!

Iwona z KSA pisze...

Mamo Ammara, aż mi się nie chce wierzyć, że u Ciebie ten początek wiosny taki zimny i ze śniegiem... To nawet we Wrocławiu, skąd wylatywałąm 6-go było słonecznie i ciepło. A tutaj dzisiaj 25*C i spacer nad morzem przy ciepłym wietrze był niesamowicie przyjemny.
Przesyłam Ci dużo słońca, choć pewnie już za chwilę obie będziemy miały go pod dostatkiem, albo nawet w nadmiarze ;)

mama ammara pisze...

Mayu kochana, tak właśnie o tej. O tej samej, cudownie dobrej, ale wcale nie starej Mayi:).
Oczywiście, że pamiętam! Takich rzeczy się nie zapomina ... to był szczególnie cudowny czas w moim życiu - u Twojego insporującego boku:). Strasznie się cieszę, że chce Ci się czytać moje wypociny - każdy komentarz i znak obecności (choćby kropka dla orientacji) na wagę złota. Ale wiem, wiem jak to jest z tym czasem (i ostatnio też, z powodu brak własnegu laptopa, z dostępem do sieci) czego niezbitym dowodem jest poślizg z jakim odpowiadam na Twój cudny (nareszcie się roześmiałam! - "i wskazujące też jak szaleć to szaleć" i kilka innych perełek) komentarz. Ściskam MOCNO i całuje gdzie się da, że o smiles over the miles nie wspomnę :)

mama ammara pisze...

wybrałam mniej uczęszczaną trasę :) - ja trochę inaczej to odczuwam, czasami emocjonalnie bardziej przeżywam losy jednego człowieka, niż setek czy tysięcy ofiar i z pewnością zależy to od tego o czym pisałam - od związków jakie łączą mnie z daną osobą, grupą ludzi, społecznością lub z miejscem, gdzie dramat się odbywa/miał miejsce: głębiej przeżywam katastrofę pociągu w Polsce niż np. w Rosji, głębiej na Śląsku, niż na (powiedzmy) wschodzie kraju, niezależnie od tego gdzie było więcej ofiar.

Można to pewnie podciągnąć pod patriotyzm i patriotyzm lokalny, ale chodzi raczej o jaskrawość wyobrażeń, obrazów, które dopadają mnie mimowolnie (nie siedzę i sobie tego nie wymyślam, to się po prostu samo dzieje w mojej głowie, choćbym była - a jestem zawsze - totalnie czymś zajęta): Polska bardziej niż (np.) Rosja, bo to mój kraj, znam ten język, typ urody, mentalność - niemal widzę jak mogły wyglądać ofiary, w co mogły być ubrane, o czym mogły rozmawiać ze współpasażerami lub o czym mogły milczeć, gdzie jechały, kto na nich czekał i jak rozpaczał, bo wiem jak wygląda rozpaczający Polak (tak np. tutaj rozpaczające kobiety wyglądają inaczej niż rozpaczające Polki - chodzi o mimikę, motorykę, o wszystko). Nie planuję tego, takie obrazy same się pojawiają; Śląsk bardziej niż np. wschód kraju, ponieważ znam te miejsca, podróżowałam stale na tych trasach, dopada refleksja, że mogłam być tam ja lub ktoś z mojej rodziny/znajomych ... no i przez to wszystko silniej identyfikuję się z takimi katastrofami, z ofiarami i ich rodzinami.

To samo dotyczy tego co się dzieje w regionie - to jest z jednej strony lęk o własną rodzinę (a co jeśli Jordania zostanie w te konflikty wciągnięta?), z drugiej te twarze takie jak twarze tutejszej rodziny, te twarze dzieci takie jak tych "naszych", ten język już taki swojski, ta mentalność tak mi znana - to wszystko uderza mnie bardziej, niż np. ofiary trzęsienia ziemi w Japonii, chociaż tamto też, tamto też tylko mniej osobiście jednak.

Nie umiem lepiej tego wytłumaczyć, szczególnie, że piszę w amoku z powodu kompletnego braku czasu [chwilowo to już jakiś koszmar po prostu] i przy okazji przepraszam, że z takim poślizgiem).

R tam złą osobą ;). Pewnie, że ból jest taki sam, ale ja to widzę tak, że politycy chyba jednak nie dali by rady odwiedzać a państwo wypłacać odszkodowań dla rodziny każdego kto zmarł w kraju ze starości, z powodu choroby, w wypadku samochodowym itd.. Tutaj jednak rzecz dotyczy sprawy publicznej - komunikacji publicznej i pewnie dlatego tyle wokół tego "szumu". Poza tym w wypadku samochodowym giną kierowcy (i pasażerowie ich pojazdów), którzy (kierowcy) sami się przyczyniają do tych wypadków (tak, wiem - jedni sami są winni, inni giną z powodu nierozwagi, nieodpowiedzialności tych pierwszych) a tutaj ... no pasażerowie pociągu, samolotu, autokaru jakby nie mają żadnego wpływu pozytywnego czy negatywnego na zaistniałe okoliczności.

Okrutnie źle mi się formułuje myśli dzisiaj, więc nie wiem czy moje argumenty są klarowne, a przekaz jasny, ale jednak no tak to już jest,że prezydenci i premierzy innych krajów nie wysyłają kondolencji każdej zmarłej na skutek choroby, potrącenia, wypadku itd. osobie w Polsce i wszystkich innych krajach świata [wyobrażasz sobie coś takiego? he he], a jednak w przypadku katastrof masowych, publicznych - tak. Taki mój punkt widzenia i mnie złość ogarnia, gdy widzę głodujące dzieci, ludzi bez dachu nad głową kontra hotele ze "złote" dla psów ;), ale w sprawie jw. - jednak nie. I też pewnie z punktu widzenia niektórych złą osobą jestem ...

mama ammara pisze...

Franc - niezmiernie mi miło :-).

mama ammara pisze...

Do wszystkich: wybaczcie mi literówki - używam nie swojej klawiatury i czasami paluszek mi się omsknie ;)

mama ammara pisze...

Amisho - no strasznie dużo i tak by można nic, kompletnie nic innego nie robić, tylko śledzić te dramaty i je przeżywać. A przecież trzeba żyć i walczyć o byt i ze swoimi problemami i kłodami pod nogami się rozprawiać. Jednak czasami dobrze jest poczuć coś wspólnie ze światem ... to też nam coś uzmysławia. Dziękuję za życzenia (ciepła) - spełniły się! A ja życzę Twojemu mężowi-ciągle-w-trasie samych bezpiecznych podróży do celu!

mama ammara pisze...

Iwono z KSA - czyli już na miejscu?:).

No tak, naprawdę do wtorku panowała tu zimna zima (chyba nawet wrzucę tu jakieś zdjęcia), ale od środy ocieplenie i to takie z szokiem temperaturowym wręcz. Ale cudne, cudne jest to słońce (którego - tak - będę jeszcze pewnie miała dość haha chociaż widzę, że lepiej znoszę jednak najgorsze upały niż marznięcie) i te ptaki świergolące:).

Życzę Ci szczęścia i radości z pobytu, wielu wspaniałych wrażeń no i jednak, by lato było łagodniejsze, niż w poprzednich latach. Chociaż o ile - jak się przekonałam - w Jordanii jest to możliwe (35-40 zamiast 55-60 stopni), to nie wiem czy jest możliwe w KSA?

Pozdrawiam serdecznie!:)

Franc pisze...

Ciekawie napisane ...

Iwo pisze...

Mamo Ammara, dziękuję za życzenia. Wrażeń moc mam od samego początku, np. dzisiaj piękna jaszczurka wyszła zza szafki w mojej kuchni. Piękna była, tylko czemu w MOJEJ kuchni??? ;)
I mam nadzieję, że temperatura latem nie powali mnie na łopatki. Jestem ciepłolubna, ale te +50*C... no, zobaczymy.
Życzę Ci dłuższej doby i więcej czasu dla siebie :)

Czarny(w)Pieprz pisze...

A teraz Mamo Ammara zaczęło sie nasze swojskie piekiełko - a po co surfer reprezentował Gdańsk, a jaka to reklama dla Gdańska, a kto to w ogóle wymyślił? No i szukanie winnych, winnych, winnych...
Lepiej nie czytac i nie oglądać:/

mama ammara pisze...

Iwo, jaszczurka zdecydowanie lepsza od karaluchów wielkości kciuka ;). Ja sama miewam jaszczurki w domu - jedną musiałam nawet ukatrupić :(, bo umiłowała sobie łóżko Ammara - przeganiałam, przeganiałam (na taras) i w końcu podjęłam tę smutną decyzję:(. Mam nadzieje, że karaluchy jednak nie dadzą o sobie znać, ja w swoim mieszkaniu nie mam z nimi problemu, ale w poprzednim domu - o taaak, brrr. Życzę pięknej fauny i flory ale poza domem:)!

mama ammara pisze...

Pieprzu, a no właśnie i obwinianie Saudyjczyków, że za długo ratowali i i i - ja już tego nie śledzę, dobrze, że człowiek żyje, resztą niech zajmują się inni, nie mam siły się denerwować...