Dzisiaj trochę nowości około Ammarkowych, bo chyba dawno nic nie było?
Jak pisałam, Ammar odkąd przestał tytułować mnie "mama", zaczął zwracać się do mnie "mamo" i miał wtedy jakieś dwa lata z hakiem. Jak pisałam "mamusiu" nie tytułuje mnie prawie nigdy. Kiedyś nigdy, a od pewnego czasu, gdy ma zamiar dobrze rozpocząć negocjacje, zdanie rozpoczyna od "mamusiu". Spryciarz.
Jak pisałam, Ammar odkąd przestał tytułować mnie "mama", zaczął zwracać się do mnie "mamo" i miał wtedy jakieś dwa lata z hakiem. Jak pisałam "mamusiu" nie tytułuje mnie prawie nigdy. Kiedyś nigdy, a od pewnego czasu, gdy ma zamiar dobrze rozpocząć negocjacje, zdanie rozpoczyna od "mamusiu". Spryciarz.
Kilka dni po opublikowaniu posta dotyczącego zdrobnień, syn mój, który z pewnością jeszcze nie umie czytać (powiedzmy, że w tej dziedzinie raczkuje, więc nie ma mowy, by ze zrozumieniem przeczytał tego typu tekst) rzekł:
- Mamusiu, jestem głodny ...
Gdy zawsze mówił:
- Mamo, (na przykład) jestem głodny ...
I, widząc zdziwienie malujące się na mym obliczu, dodał:
- postanowiłem, że teraz już zawsze będę mówił do ciebie "mamusiu", żebyś wiedziała jak bardzo cię kocham!
Nie mam nic przeciwko. Mamo jest konkretne i takie "nasze", ale mamusiu też piękne i takie ciepłe. No i rzeczywiście od czasu tego oświadczenia, zwraca się do mnie zawsze i bezwzględnie "mamusiu", a nawet, jak to ma w swoim Ammarowym zwyczaju, poszedł dalej ...
Kilka dni temu byłam czymś bardzo na przemian zmartwiona i zdenerwowana, podszedł do mnie i rzekł:
- Mamusiu, Kochanie choć przytulę Cię...
Przytulana zapytałam:
Przytulana zapytałam:
- Ammarku, "mamusiu" no to już rozumiem, ale "kochanie"?
- Tak, powiedziałem tak, bo jesteś taka martwa i zawsze, gdy będziesz taka martwa, będę do ciebie tak mówił, żeby ci było miło, bo mi jest miło jak mówisz do mnie Ammarku kochanie.
Uśmiercono mnie za życia ... ale "mamusiu kochanie" z jego ust brzmi cudownie; od tamtej pory mówi do mnie "mamusiu", "mamusiu kochanie" lub "kochanie". Wyłącznie.
* * *
Podczas cowieczornego ogarniania mieszkania, zbierając i segregując porozrzucane wszędzie zabawki Ammara - a ma ich naprawdę dużo i wiele z nich to takie drobiazgi, nad którymi trudno zapanować - powiedziałam:
- Ammarku kochanie, musisz się już naprawdę nauczyć porządku. Mam dość wkładania tych samych zabawek w te same miejsca sto razy dziennie.
Ammar odparł:
- No to może kup mi nowe zabawki?
I wierzcie mi, to nie jest bezczelne dziecko ....
* * *
Ammar chodzi/siedzi /biega i pod nosem wymawia jakieś dziwne słowa.
- Ammarku - pytam - co to za dziwne słowa wypowiadasz?
- liczę po kuryjsku
- po kuryjsku?
- no tak, mamusiu, bo taekwondo to jest walka kuryjska
- kurdyjska? Eee. Aaaa koreańska!
- no mówię, że kuryjska
- synku, po arabsku to jest Kuria, ale po polsku to jest Korea, więc jest to koreańska sztuka walki, a nie kuryjska
- koreańska, dobrze
- a skąd Ty wiesz jak się liczy po koreańsku?
- nauczyłem się
- ale jak?
- no trener tak czasami odlicza
- eee i się nauczyłeś?
- no tak
Wygooglowałam "liczebniki koreańskie", zawołałam Ammarka i poprosiłam, żeby policzył powoli. Wszystko się zgadzało. Ammar pięciolatek liczy więc po polsku, angielsku, arabsku i koreańsku. Poliglota?
- Mamusiu, powiedz mi jakieś trudne liczby do dodania!
- Tysiąc plus dwieście plus dwanaście?
- yyyy tysiąc dwieście dwanaście!
- świetnie! A minus sto?
- yyy tysiąc sto dwanaście?
- brawo!
- jeszcze!
- ok, sto razy dziesięć?
- tysiąc!
- pięknie! A osiem plus pięć?
- trzynaście
- minus sześć
- yyy sześć, nie nie! pomyliłem się! Oczywiście, że yyy (paluszki idą w ruch) siedem!
- dwadzieścia plus dwadzieścia?
- czterdzieści
- dwadzieścia minus dwadzieścia?
- zero!
itd.
Natomiast, gdy liczy po kolei to po szesnaście w górę wygląda to tak:
- siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzięśtnaście
- seventeen, eighteen, nineteen, twenteen
...żeby mi się nie wydawało, że hoduję geniusza.
- jutro po przedszkolu pójdziemy do dentysty
- ale mamusiu, dlaczego po przedszkolu? Ja nie wytrzymam z bólu w przedszkolu!
- a może nie boli Cię ząbek tylko nie chcesz iść do przedszkola, co?
- usięgam znaczy yyy przysięgam, że mnie boli. Okropnie. I jak będę płakał w przedszkolu, to nauczycielka zabierze mi gwiazdkę!
- jaką gwiazdkę?
- za każdy dzień dostajemy gwiazdkę, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy mądrzy i grzeczni i nie płaczemy. Jak ktoś np. zapłakał albo był niegrzeczny albo czegoś nie umiał, to nie dostaje gwiazdki. Musisz mieć pięć gwiazdek, żeby dostać dużą gwiazdkę za cały tydzień. I dzisiaj liczyliśmy i ja mam teraz najwięcej gwiazdek za tygodnie. Mam dwanaście gwiazdek znaczy dwanaście tygodni byłem idalny (idealny), a Malak ma jedenaście i jak jutro pójdę do przedszkola i będę płakał przez ten ząbek, a będę płakał na pewno, bo bardzo mnie boli, to nauczycielka mi zabierze gwiazdkę.
Nie wiem co sądzić o tych metodach (kara za płacz?), ale Ammar tak mnie rozczulił tą relacją ... no i widząc, że rzeczywiście cierpi a nie symuluje, sprawiłam (a właściwie sprawił tata Ammara), że rano siedział na fotelu dentystycznym. Wyleczono mu trzy ząbki. Nawet nie jęknął. W nagrodę dostał od dentysty kolorowanki (oczywiście ze Spidermanem), kredki oraz naklejki (ze Spidermanem - wiadomo) i podsumował:
- wiesz mamusiu, wolę chodzić do dentysty niż do przedszkola. Za jedną grzeczność dostałem trzy super prezenty, a tam się muszę tak namęczyć, żeby dostać jakąś głupią papierową gwiazdkę!
No fakt. Swoją drogą nauczycielka arabskiego Ammarka i opiekunka (wychowawczyni) jego grupy, choć nie mogę zarzucić jej niczego w zakresie nauczania (naprawdę poziom jest bardzo wysoki i nie jest to metoda zakuć-zdać-zapomnieć - Ammar naprawdę ma coraz lepszą wiedzę i umiejętności) jest bardzo surową personą, która uśmiechu z pewnością nie ma wpisanego w kod genetyczny i, która - z tego co mówią dzieci - sporo na nich krzyczy (w przekazie Ammara: "ona się ciągle drze"). Ammar jej nie lubi, a wręcz chyba trochę się jej boi. Szkoda, bo przecież można chyba i dobrze nauczać i czasami się uśmiechnąć, nie krzyczeć na pięciolatki za to, że krzywo napisały literę i nie zabierać dziecku gwiazdki, dlatego, że popłakało się przez bolący ząb czy jakieś przedszkolne niepowodzenie ...
* * *
I jeszcze w temacie liczebników. Ammar liczy (dodaje i odejmuje) po polsku, arabsku i angielsku sprawnie do piętnastu. Ostatnio poznaje liczebniki od szesnastu do trzydziestu, chociaż umie odliczyć do stu, a nawet potrafi dodawać i mnożyć na wyższych cyfrach. To ostatnio jego ulubiona zabawa:- Mamusiu, powiedz mi jakieś trudne liczby do dodania!
- Tysiąc plus dwieście plus dwanaście?
- yyyy tysiąc dwieście dwanaście!
- świetnie! A minus sto?
- yyy tysiąc sto dwanaście?
- brawo!
- jeszcze!
- ok, sto razy dziesięć?
- tysiąc!
- pięknie! A osiem plus pięć?
- trzynaście
- minus sześć
- yyy sześć, nie nie! pomyliłem się! Oczywiście, że yyy (paluszki idą w ruch) siedem!
- dwadzieścia plus dwadzieścia?
- czterdzieści
- dwadzieścia minus dwadzieścia?
- zero!
itd.
Natomiast, gdy liczy po kolei to po szesnaście w górę wygląda to tak:
- siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzięśtnaście
- seventeen, eighteen, nineteen, twenteen
...żeby mi się nie wydawało, że hoduję geniusza.
***
Pozostając przy tematyce szkolnej i zahaczając o tematykę chorobową. Ammara kilka dni temu, późnym wieczorem bardzo bolał ząb. Już raz leczony. Pomna faktu, że dziecko jest już na etapie umiejętności wykorzystywania lekkiego kataru jako karty przetargowej w negocjacjach w rodzaju "nie mogę iść jutro do przedszkola", gdy popłakiwał obejrzałam ząbek, przytuliłam i powiedziałam:- jutro po przedszkolu pójdziemy do dentysty
- ale mamusiu, dlaczego po przedszkolu? Ja nie wytrzymam z bólu w przedszkolu!
- a może nie boli Cię ząbek tylko nie chcesz iść do przedszkola, co?
- usięgam znaczy yyy przysięgam, że mnie boli. Okropnie. I jak będę płakał w przedszkolu, to nauczycielka zabierze mi gwiazdkę!
- jaką gwiazdkę?
- za każdy dzień dostajemy gwiazdkę, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy mądrzy i grzeczni i nie płaczemy. Jak ktoś np. zapłakał albo był niegrzeczny albo czegoś nie umiał, to nie dostaje gwiazdki. Musisz mieć pięć gwiazdek, żeby dostać dużą gwiazdkę za cały tydzień. I dzisiaj liczyliśmy i ja mam teraz najwięcej gwiazdek za tygodnie. Mam dwanaście gwiazdek znaczy dwanaście tygodni byłem idalny (idealny), a Malak ma jedenaście i jak jutro pójdę do przedszkola i będę płakał przez ten ząbek, a będę płakał na pewno, bo bardzo mnie boli, to nauczycielka mi zabierze gwiazdkę.
Nie wiem co sądzić o tych metodach (kara za płacz?), ale Ammar tak mnie rozczulił tą relacją ... no i widząc, że rzeczywiście cierpi a nie symuluje, sprawiłam (a właściwie sprawił tata Ammara), że rano siedział na fotelu dentystycznym. Wyleczono mu trzy ząbki. Nawet nie jęknął. W nagrodę dostał od dentysty kolorowanki (oczywiście ze Spidermanem), kredki oraz naklejki (ze Spidermanem - wiadomo) i podsumował:
- wiesz mamusiu, wolę chodzić do dentysty niż do przedszkola. Za jedną grzeczność dostałem trzy super prezenty, a tam się muszę tak namęczyć, żeby dostać jakąś głupią papierową gwiazdkę!
No fakt. Swoją drogą nauczycielka arabskiego Ammarka i opiekunka (wychowawczyni) jego grupy, choć nie mogę zarzucić jej niczego w zakresie nauczania (naprawdę poziom jest bardzo wysoki i nie jest to metoda zakuć-zdać-zapomnieć - Ammar naprawdę ma coraz lepszą wiedzę i umiejętności) jest bardzo surową personą, która uśmiechu z pewnością nie ma wpisanego w kod genetyczny i, która - z tego co mówią dzieci - sporo na nich krzyczy (w przekazie Ammara: "ona się ciągle drze"). Ammar jej nie lubi, a wręcz chyba trochę się jej boi. Szkoda, bo przecież można chyba i dobrze nauczać i czasami się uśmiechnąć, nie krzyczeć na pięciolatki za to, że krzywo napisały literę i nie zabierać dziecku gwiazdki, dlatego, że popłakało się przez bolący ząb czy jakieś przedszkolne niepowodzenie ...
***
Ammar, choć niezbyt często, czasami robi kalki językowe w obie strony. Ostatnio miał pisać wszystkie litery alfabetu angielskiego i arabskiego, których się dotąd nauczył i wszystkie liczby od 1 do 20 w obu systemach, bo jutro klasówka. Gdy ociągał się z siadaniem do nauki i musiałam ostro postawić sprawę, rzekł:
- kochanie, zobaczysz, jak skończę się bawić, to tak pięknie wszystko napiszę...no najpiękniej na świecie i nawet nie wyjdę na dwór!
Na dwór nie wyjdzie?
- nie wyjdziesz na dwór? No nie wyjdziesz syneczku, leje i jest już ciemno.
I wtedy załapałam a on jednocześnie zaczął mi tłumaczyć:
- no wiesz ... no jak to się po polsku mówi? Yyy, no zapomniałem. Po arabsku jak mówię, że na przykład chcę iść na dwór, to mówię bedi ruch barra (chcę iść na dwór - na zewnątrz), a jak piszę, to nauczycielka mi mówi (znaczy krzyczy): "ma uktub barra!" (nie pisz na zewnątrz/poza linią). A po polsku? No nie pamiętam jak to było.
Dość dawno nie używaliśmy sformułowania "wychodzić poza", "wychodzić poza linię" czy "wyjeżdżać", bo ta kwestia została w znacznym stopniu opanowana, no to skoro tak, to Ammar postanowił tak pięknie pisać, żeby nie wychodzić na dwór. Wszystko jasne.
Dość dawno nie używaliśmy sformułowania "wychodzić poza", "wychodzić poza linię" czy "wyjeżdżać", bo ta kwestia została w znacznym stopniu opanowana, no to skoro tak, to Ammar postanowił tak pięknie pisać, żeby nie wychodzić na dwór. Wszystko jasne.
* * *
I to tyle z zapamiętanych. Tyle rzeczy umyka ...
26 komentarzy:
Ammar jest niesamowity! Historie o nim zawsze rozbawiają mnie do łez :-D
Dzięki Kitek :). No i wiesz - szykuj podwoje, bo Ammar planuje już swój pobyt w PL i "Ciocię co ma psa i dzidziusia i co w piaskownicy pod jej blokiem zgubił głowę Goblina" - ma już na liście :D.
Kochany Ammarek :0 ile to macierzyństwo daje radości :0 Mamo Ammarka kochanegoi mądrego masz synka i bardzo uczuciowego ,nie pokazuj mu ,że jesteś martwa(zmęczona ) przynajmniej ..tu uturlalam sie ze śmiechu...:)ale i mnie Ammarek rozczulił... super, że lapie jak gabeczka koreańskie cyferki ,mój urwis po japońsku na karate,sensei ostro podchodzi do wszystkich, więc lepiej zapamiętać mu było co mówi po japońsku niż pompować 50 pompek na kciukach:0 sama bym chyba pękła:)
Sofijo, dzięki za przemiły komentarz:). Ammarek uczuciowy jest rzeczywiście i bardzo wrażliwy, ale nie mogę mu nie pokazywać zmęczenia - jesteśmy tak intensywnie razem, że musiałabym tu odstawiać niezłe aktorstwo, a tak znamy się po prostu jak łyse konie no i cóż czasami jestem martwa :). 50 pompek na kciukach?! Nawet nie próbuję sobie tego wyobrazić - łatwiej jest mi sobie wyobrazić naukę japońskiego w istocie :D.
:-D
:D
mamo Ammara- rozczulil mnie do lez Twoj syn - Mamusiu, kochanie ;)
Nie mam polotu do pisania, ale jestem i czytam.
Super tlumaczenie z tym "dworem"...
Moi sasiedzi maja babcie wloszke i ich dzieci choc znaja tylo angielski mialy takie fajne powiedzenia jak byly male.
Pozdrowionka
Ewa mama Sloneczka
Masz rację Mamo Ammara, tyle rzeczy umyka, a dzieci tak szybko dorastają i się zmieniają.
Ale właśnie to, co teraz zapisujesz, takie drobnostki dnia codziennego, to, co kiedyś będziesz mogła przeczytać, przypomnieć sobie i się pośmiać, może nawet ze starszym już wtedy Ammarem, jest bezcenne.
Szkoda, że ja nie zapisywałam takich złotych myśli mojego małego (wtedy) synka... a pamięć zaciera wspomnienia.
Pozdrawiam ciepło.
"Tak, powiedziałem tak, bo jesteś taka martwa i zawsze, gdy będziesz taka martwa, będę do ciebie tak mówił"
Ten tekst mnie po prostu rozłożył na łopatki! :D
Pozdrawiam :)
Avo - Ewo Mamo Słoneczka - dziękuję Ci bardzo, że czytasz :). To dla mnie ważne, a każdy komentarz na wagę złota:). Ammar tych powiedzeń ma całą masę, no tylko właśnie - większości się nie zapisuje, umykają ... no ale chociaż raz na jakiś czas tutaj coś zapiszę i będzie na pamiątkę :). Pozdrawiam najcieplej jak się da:)
Iwono z Ksa, no właśnie wiele rzeczy umyka niestety, a dzięki blogowi, choć nie jest to blog Ammarku niektóre, choć nieliczne, udaje mi się zachować i pewnie z przyjemnością do nich wrócę:). Również ciepło pozdrawiam:)
jordańskie marzenie :) no to się cieszę, że nie tylko mnie :D. Pozdrawiam:)
:)) Nie jestem dzieciolubna ale muszę powiedziec, że piszesz w sposób, który mnie naprawde bawi i historie dziecięce sa równie ciekawe jak reszta:) Pozdrawiam serdecznie:)
Czarny(w)Pieprz :) no to tym bardziej mi miło :D. Ja też nie jestem nadmiernie dzieciolubna;), chociaż bardzo dużo zależy od dziecka i są takie, które lubię bardzo, w tym swoje własne, które daje mi fajny materiał ;), ale na pewno nie mogłabym pracować np. jako przedszkolanka ;). Ja też serdecznie pozdrawiam!
buahahahahahaha :D
Wiesz co, takie posty jak ten, i kilka postów Arabelli sprawia, że coraz poważniej myślę o nabyciu własnego potomstwa ;)
Martwa? ;D
I już widzę, że nie jesteśmy ze swoich okolic (polskich, mam na myśli). Ja jestem z tych, gdzie wychodzi się na pole ;)))
P.S.
"Udowodnij, że nie jesteś automatem". Te kody są coraz trudniejsze :)))
Itooktheroadlesstraveledby (poświęciłam się;)) :), no to do roboty ;). Materiał genetyczny masz taki, że dzieć na bank będzie super i intelektualnie i wizualnie, bo mixy są (najczęściej) ŁADNE i (najczęściej) WYJĄTKOWE :D.
Ken.G :) no (z)martw(oion)a . Logiczne ;):D.
Świetne spostrzeżenie :))).
ps. No wiem :(, ja też przechodzę przez to na różnych blogach i innych stronach - niestety ... pomyślę czy nie warto jednak pomęczyć się ze spamem i zdjąć to kodowanie ...
ps. 1 - właśnie dojrzałam Twój komentarz w skrzynce mailowej do poprzedniego posta, więc opublikowałam i odpowiedziałam. Przepraszam za opóźnienia:)
Nic się nie dzieje - zajrzałam i przeczytałam :)))
Tak z czystej ciekawości, moderujesz komentarze z powodu spamu czy miałaś jakieś nieprzyjemności z powodu np. chamskich komentatorów? Pytam, bo to chyba nieco żmudne - zatwierdzać każdy komentarz osobno? Z nieżyczliwymi piszącymi miałam do czynienia, kiedy pisałam bloga na Onecie, więc wiem jacy potrafią być ludzie. Tu, na Blogspocie, nie mam tego problemu, bo przeniosłam tu manele dlatego, że można blog zahasłować. Żadnych spamów, żadnych kodów ;)))
Ken G., z powodu spamu używam tych kodów nieszczęsnych, bo gdy je wyłączam mam totalny śmietnik w skrzynce, ale rozważałam wyłączenie, bo mam wrażenie [i parę potwierdzeń na maila], że odkąd blogger ma te trudne do odczytania kody część osób zniechęciło to do komentowania :(. No a moderuję, bo lubię mieć kontrolę i widzieć pierwsza to, co jest adresowane do mnie:) - zanim przeczytają to inni ;). Nieprzyjemnych komentarzy miałam kilka, w tym chamskie ze dwa, trochę więcej hmm głupich, dziwnych, ale też nie jakieś zatrzęsienie ... większość (poza chyba 2 lub 3, bo ktoś naprawdę "przegiął") i tak puściłam, ale też chodzi o to, że moi znajomi, którzy tu wpadają lub ludzie, którzy mnie znają, a nie wiedzą, że mam bloga i trafiają na niego przypadkiem i łączą fakty i chcą się upewnić, że to ja - bardzo lubią w komentarzach pisać moje imię a nawet nazwisko, a mi bardzo zależy na anonimowości :). No uf wypowiedź pełnym zdaniem :D.
Ammar jest naprawdę przeuroczym chłopcem, a jego "wpadki" językowe takie rozbrajające, że tylko o nich czytając przyprawiają o uśmiech na twarzy (a co dopiero mieć takiego "na żywo" - szczęściara z ciebie Mamo Ammara). Tylko pogratulować tak kochanego i rezolutnego synka! :)
Pozdrawiam AwinionkaBVB:)
Avinionko BVB dziękuję Ci za przemiły komentarz i za gratulacje. Masz rację - szczęściara ze mnie: jeśli nie wszystko mi się w życiu udaje, to dziecko udało mi się bardzo :-). Pozdrawiam serdecznie!
Mamo Ammara - jeśli możesz - umieść to na swoim blogu - poszukiwany jest polski kitesurfer, który zaginął w okolicach Arabii Saudyjskiej - może ktoś z Twoich czytelników będzie mógł pomóc (pisałam też do Mamy Latify - właścicielki http://arabiasaudyjska.blogspot.com/, ale jej blog nie jest od dawna aktualizowany i nie wiem czy odbierze tę wiadomość) Z góry dziękuję za pomoc. Może to jakoś pomoże zaginionemu.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kuriozalna-sytuacja-prosza-o-pomoc-dla-kitesurfera,wid,14302767,wiadomosc.html?ticaid=1e06c
Rodzina i znajomi Jana Lisewskiego, polskiego kitesurfera, który chciał samotnie przepłynąć z egipskiej El Gouny do miasta Duba w Arabii Saudyjskiej, proszą o pomoc w poszukiwaniach. Jak twierdzą, pojawiły się problemy z koordynacją polskiej służby ratowniczej z saudyjską.
- Sytuacja jest kuriozalna - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Magda Ziemann, rzeczniczka prasowa wyprawy. - Janek podał swoją lokalizację, ale ratownicy wciąż go nie mogą odnaleźć - dodaje.
Jak mówi Ziemann, rodzina prosi o telefon wszystkie osoby, które mają kontakty w Arabii Saudyjskiej, a także te, które mogą pomóc zorganizować komercyjny helikopter z Egiptu. Zapewnia, że Lisewski był ubezpieczony.
Osoby, które mogą pomóc, proszone są o kontakt z rodziną kitesurfera pod numerem telefonu +48 606264466.
Jan Lisewski chciał samotnie przepłynąć z egipskiej El Gouny do miasta Duba w Arabii Saudyjskiej. Miał pokonać 210 km.
Przygotowywał się do wyprawy od czasu, kiedy w lipcu zeszłego roku jako pierwszy człowiek na świecie samotnie przemierzył z kitem Morze Bałtyckie. Rejs między Świnoujściem a miejscowością oddaloną 10 kilometrów od Ystad trwał prawie 11 godzin. Liczył 207 km.
dobry jest :D
Owieca :)))
To kochanie jest najlepsze! :D
Takie okreslenie kojarzy mi sie z dorosla osoba wiec ustach malego dziecka a zwlaszcza chlopca musi byc bardzo rozczulajace :)
Karolina
Prześlij komentarz