piątek, 24 lutego 2012

15 na 15 w 15

Nikt mnie nie prosił, ale napiszę, bo uważam, że jeszcze więcej osób powinno prześledzić tę historię i mam nadzieję, że Ci z Was, którzy jej nie poznali, zechcą to zrobić.

Czwórka ludzi: on, ona, dwie one. Kolejność przypadkowa. Rodzina. Postanawiają pozbyć się dorobku życia, porzucić stałe posady, szkoły, znane sobie otoczenie oraz środowisko i przeprowadzić się do Maroka, by tam zacząć wszystko od nowa. Nie, nie są muzułmanami, by wiodła ich w tamte strony potrzeba religijna. Nie jest to też ten scenariusz, w którym mąż Arab postanowił wrócić na rodziny łono, a jego polska żona wraz z dziećmi będzie mu towarzyszyć w podróży w jedną stronę. Oni po prostu kochają Maroko. Ze wzajemnością.

Ale to nie wszystko. W między czasie, w 15 rocznicę ślubu, postanawiają odwiedzić kilka krajów, "zaledwie" piętnaście - od Turcji przez Azję, Afrykę i Amerykę Północną po Maroko, w "aż" 15 tygodni i nie bardzo mają na to środki. Szaleństwo? Pewnie trochę tak, ale przede wszystkim wielka wiara w siłę pragnień, no i w ludzi. Ja sama, choć bardzo im kibicowałam, miałam pewne problemy z wiarą w powodzenie tej "misji". 

Czy im się to udaje? Czy takie, nieosiągalne wydawałoby się, marzenia są do spełnienia? Czy w ludzi można wierzyć i się nie zawieść? Wszystkim zainteresowanym naprawdę serdecznie polecam blog będący bieżącą relacją z wyprawy - masa przepięknych zdjęć, a przede wszystkim cudownie wartka relacja "live", którą autorzy, mimo, że ciągle w drodze, mimo zmęczenia, ograniczeń w dostępie do internetu i niezwykle napiętego planu (bo zupełnie "mimochodem" prowadzą warsztaty polskie w odwiedzanych miejscach), piszą pięknym językiem, a do tego z niezwykłym poczuciem humoru.

Zazdroszczę im tej odwagi, tej wiary, tego wszystkiego co zobaczyli, czego spróbowali i myślę, a wydaje się, że nie jestem w tym odosobniona, że nie mogli dać swoim dzielnym, wytrwałym i wspaniałym córkom lepszej lekcji geografii i historii, przetrwania, pokory i tolerancji, którą zresztą zaczęli dawać im już dawno temu ...

Moje najszczersze i najserdeczniejsze gratulacje!

15 na 15 w 15
Relację oczywiście najlepiej czytać chronologicznie od początku :-)

17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Świetnie że napisałaś o tym blogu,juz zaczęłam czytać/ od początku/.Trzeba marzyć,bo marzenia się spełniają.Ja marzę o podróży do Chin,bo historia Chin i wszystko co jest z nimi związane to mój konik.Na razie czytam tony ksiązek.Pozdrawiam całą Rodzinę Noneczka

mama ammara pisze...

Pani Noneczko, ogromnie się cieszę i dziękuję, no i życzę z całego serca, by Pani podróż - marzenie się ziściła:). Nie jestem pewna, którą rodzinę Pani pozdrawia (pewnie tę, której dotyczy post, a nie rodzinę jego autorki), więc na wszelki wypadek dziękuję w imieniu obu :D

Anonimowy pisze...

Mamo Ammara,
Ciesze sie, ze napisalas o tym blogu, wczesniej o nim nie wiedzialam. Juz nadrabiam zaleglosci i zabieram sie za czytanie ;) Podziwiam takich ludzi oraz zazdroszcze odwagi i wlasnie tego szalenstwa w realizowaniu swoich marzen. Przyznam sie, ze az mnie scisnelo w gardle gdy czytalam Twoj post, historie takie jak ta zawsze mnie wzruszaja :)

Pozdrawiam,
Karolina

Anonimowy pisze...

Super, chciałabym być tak odważna, ale niestety... ;( Szkoda, bo moim marzeniem są Indie... a pieniążków brak;(

Gosia.

mama ammara pisze...

Gosiu, ja też mam kilka wymarzonych destynacji (ale zupełnie nie są to Indie;)), ale też "siana" brak :P. Ale ale, pamiętajmy o sile marzeń, no i o czasie - podobno stosowny na wszystko przychodzi:). Miłej niedzieli!

Anonimowy pisze...

a dziękuję, dziękuję;)

No a moje to właśnie Indie, Chiny...a to dopiero początek moich marzeń;( zaczynam od jutra w totka grać.. albo nie! Zacznę za 4dni, bo dzisiaj do pracy idę(o 22.00 i tak 4dni) i jutro muszę odespać.
No to tylko 4 dni później się wybiorę do Indii ;) hehe

Serdeczne uściski,
Gosia.

Marianna pisze...

od dziecka moim największym marzeniem były Indie. niby nierealne i niemożliwe, jednak nigdy nie patrzyłam na to z tej strony - miałam cel i uparcie do niego dążyłam.
udało się, teraz mieszkam w Bombaju, pomimo, że nie mam nawet jeszcze skończonych 18 lat:)

marzenia się spełniają! trzeba tylko znaleźć siłę do ich realizowania :)

mama ammara pisze...

Gosiu, och aż cztery dni dłużej czekać na te Indie, to dopiero wyzwanie, ale ... dasz radę, wierzę w Ciebie!;). Tymczasem miłej pracy, bez cienia stresu Ci życzę no i wielkich wygranych w totka:).

mama ammara pisze...

Marianno, brawo! no i życzę Ci, aby Indie spełniały Twoje wszystkie marzenia i wyobrażenia:). Pewnie, że marzenia się spełniają - ja kiedyś zamarzyłam, że poślubię Jordańczyka (TEGO, nie że jakiegokolwiek ;)) i zamieszkam w Jego kraju, wbrew wszystkim i wszystkiemu. No i proszę bardzo - chciałam i mam, ze wszystkimi blaskami i cieniami tej decyzji-marzenia:). Potwierdzam - w sile spełnienie:).

itooktheroadlesstravelledby pisze...

Och, jak ja lubię takie historie. O ludziach, którzy się nie boją. Inspirujące.

Ale też trochę mnie przytłacza. Sama mam kilka planów i posunięć, które chciałabym zrobić, mimo, że wychodzą one poza ramy "zdrowego rozsądku" i.. nic nie robię, mimo, że ryzyko jest nieporównywalnie mniejsze..

Ci ludzie zostawili wszystko by podążać za marzeniami, ryzykują wszystko, nie mają przed sobą nic pewnego.

A ja się boję rzucić pracę, bo przecież wszyscy pracują i etaty (czy ich połówki) to ciągłość w CV i stabilna sytuacja zawodowa.

Ech.. z racji bycia takim tchórzem, podziwiam ich jeszcze bardziej :)

Pozdrawiam :)

mama ammara pisze...

Itooktheroadlesstravelledby czyli Moja Droga :D ano właśnie - s t a b i l i z a c j a .. ale ja już raz zrobiłam totalny przewrót w swoim życiu (a może i nie raz) i na razie uważam zamieszkanie w Jordanii za szczyt swoich życiowych możliwości w kwestii ryzykowania, spełniania marzeń itd., chociaż mój mąż miewa takie pomysły - rzucić wszystko i wybrać zupełnie inny kierunek ... ja chyba wolę się jednak tu do końca ustawić i zacząć odkładać na wymarzone (zwykłe - żadnego niezdrowego rozsądku;)), podróże - do Toskanii, do Francji, Hiszpanii, Portugalii, Maroka też :). Tymczasem dobrze, że udaje się raz na rok wyrwać do PL - to obecnie szczyt moich możliwości podróżniczych ;). Ale podziwiam, podziwiam ICH :) i Tobie życzę odwagi by spełnić swoje marzenia, choć wydaje mi się, że Twoje życiowe posunięcia nie wskazują na tchórzostwo Moja Droga :))).

Ken.G pisze...

To takie pozytywne "szaleństwo", do którego potrzeba mnóstwo odwagi. Zazdroszczę im :)))

Czarny(w)Pieprz pisze...

Haha...i tym sposobem dołozyłas mi więcej czytania:)

mama ammara pisze...

Czarny(w)Pieprz - czytania nigdy za wiele tylko czasu za mało, prawda?. Ale warto naprawdę :).

mama ammara pisze...

Ken.G - o przepraszam, przegapiłam Twój komentarz ... To prawda :) i tez im zazdroszczę, ale pozytywnie :)

Anonimowy pisze...

oho moj komentarz gdzies przepadl, nie szkodzi ;)
Nie trafilam wczesniej na 15 na 15 w 15 ale dzieki Tobie nadrobie zaleglosci. Przyznam sie, ze troche sie wzruszylam czytajac Twoj wpis. Podziwiam takich ludzi oraz szczerze zazdroszcze odwagi i pewnej dozy szalenstwa dzieki ktorej wyruszyli w taka podroz :)

Pozdrawiam,

Karolina :):):)

mama ammara pisze...

Karolino Droga, Twój komentarz poprzedni znalazłam w spamie :( (tak czasami dzieje się z komentarzami bez konta), a drugi wreszcie udało mi się opublikować (przepraszam, ale strasznie, strasznie niedomagam z czasem i nie mam własnego sprzętu - padł mi laptop - więc wszystko bardzo się komplikuje) no i bardzo za niego dziękuję, cieszę się, że mogę liczyć na stałych czytelników:). Pozdrawiam serdecznie! :)))